Odwiedziłam wczoraj blog Bajarza i poruszyły mnie słowa z jego bajki. Cezary pozwolił mi je opublikować na moim blogu, co też czynię:
"Wszystko przychodzi we właściwym czasie. Kiedy trzeba działać, to działaj odważnie, ale kiedy trzeba czekać, to cierpliwie czekaj. Cierpliwość jest gorzka jak piołun, ale jej owoce są słodkie jak miód."
Słowa te stały się dla mnie wskazówką. Doszłam do wniosku, że nic nie można zrobić na przekór sobie, że trzeba ufać także temu, co przyniesie los... bo także w czekaniu jest sens... A kiedy mija czas czekania, należy podjąć wyzwanie i... działać. Uznałam, że już wystarczająco długo czekałam na wiele rzeczy... Teraz czas na słodki smak owoców mojej cierpliwości :)) - do dzieła!!! - a więc:
SZUKAM MĘŻA !!! - KTOŚ JEST CHĘTNY???
PS. Jutro podam szczegółowe wymagania, jakie musi spełniać kandydat ;)))diora25 (16:04)
12 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
10 sierpnia 2004
Wracam...
Wczorajszy dzień stanowił punkt zwrotny. Było mi tak źle, że zastanawiałam się, co jest po tamtej stronie... Nie, nie chciałam tam iść - za bardzo kocham Małego, życie, ludzi... Ale blog stanowi dla mnie rodzaj oczyszczenia - gdy zobaczę swoje myśli na monitorze - wyciszam emocje i uspokajam się. Dlatego wczoraj napisałam taki smutny post - bo tak właśnie się czułam.
Rozmawiałam wczoraj z wieloma osobami i te rozmowy wiele mi uświadomiły. Podobnie jak Wasze komentarze, za które serdecznie dziękuję. Jeden z moich przyjaciół powiedział mi: "Dasz sobie radę, bo musisz dać! Wierzę w ciebie!" Usłyszałam od Was wiele podobnych ciepłych słów dodających otuchy - pozwoliły mi one podnieść się z wielkiego doła.
Nie, nie jest rewelacyjnie... ale będzie! Bo kiedyś w końcu musi być lepiej. Znowu przewartościowuję swoje życie. Znowu dokonuję postanowień... Oby tym razem były realizowane. Każdy potrzebuje ciepła i miłości - opoki, dokąd będzie mógł uciec, gdy jest mu źle. Ja uciekam tutaj, na blog... i na razie tak pozostanie... cała reszta...sama przyjdzie.
Dzisiaj umiem już się uśmiechać i czuję, że wracam...diora25 (15:11)
18 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
09 sierpnia 2004
Mam już dość tego ...
Mam już dość tego wszystkiego. Życia, problemów, przyjaźni i miłości... Jako całokształtu, który się składa na życie.Wszystko się komplikuje i na nic nie znajduję odpowiedzi. Mam 25 lat, jestem nieszczęśliwa i nie wierzę już, że kiedyś będzie lepiej. Chcę uciec, chcę odpocząć... Czy tylko śmierć kończy ból??? diora25 (15:46)
26 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
Niegrzeczna dziewczynka...
Prośba
Boże przywróć rzeczom blask utracony
oblecz morze w jego zwykłą wspaniałość
a lasy ubierz znowu w barwy rozmaite
zdejm z oczu popiół
oczyść język z piołunu
spuść czysty deszcz by zmieszał się ze łzami
nasi umarli niechaj śpią w zieleni
niech żal uparty nie wstrzymuje czasu
a żywym niechaj rosną serca od miłości
(Anna Kamieńska)
Znowu dopada mnie smutek i zwątpienie. Czy kiedyś się to w końcu zmieni?? Co poniedziałek ląduję z dołem. Ale tym razem to wszystko zaczęło się od soboty. Miałam ambitne plany. Ale na ambicji się skończyło. Po awanturze z bratem wybyłam z domu na... zakupy. Echhhhh w tym miesiącu rozpuściłam całą kasę, którą właśnie dostałam z Urzędu Skarbowego :(( No nic, przynajmniej humor sobie poprawiłam tym, co kupiłam :) - głównie książkami. Mój ulubiony ostatnio Coelho i "Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam gdzie chcą".
Więc ja chcę być ta niegrzeczna. I wczoraj znów byłam. R3 chciał mnie gdzieś zaprowadzić, a ja nie miałam ochoty tam iść. I okazałam to. Było mu przykro, nawet się nieco wściekł na mnie, ale... postawiłam na swoim. Bo w sumie... dlaczego mam się do czegokolwiek zmuszać. Każdy ma prawo żyć tak jak mu wygodniej, dopóki nie krzywdzi innego człowieka... A ja nie krzywdzę. Chcę mieć swobodę wyboru. Chcę się samodzielnie "poruszać" po świecie, sama decydować co jest dla mnie dobre, a co złe, sama decydować co i kiedy mam robić... Więc będę niegrzeczna...
Ale ogólnie coś jest nie tak. Ustaliłam z R3, że łączy nas przyjaźń, a czasami mam wątpliwości czy on to dobrze interpretuje. Jak na przyjaciela za bardzo okazuje mi swoje uczucia, ciepło, przywiązanie. Buziaki, uściski, przytulanie, chodzenie trzymając się za rękę... tak nie robią przyjaciele. Wczoraj to sobie uświadomiłam i... uciekłam. Nie wiem, co mam zrobić, bo nie chcę tracić przyjaciela. A jednak jeśli to wszystko nadal będzie tak wyglądało, to może się tak skończyć.
Brakuje mi R., bardzo. Coraz częściej uświadamiam sobie jak mi zależy by z nim być. Na każdym kroku widzę jego twarz. Zastanawiam się, co by zrobił w danej sytuacji, co powiedział, jak się zachował... Mała psychoza :((
Rozmawiałam o tym wczoraj z Kimś... Muszę coś zmienić! Już postanowiłam, że wyjaśnię sprawę z R. i zobaczymy jak to się dalej potoczy. Szczerze wątpię, żeby poszło w wymarzonym przeze mnie kierunku, ale... klamka zapadła - muszę powiedzieć. I kiedy już będzie po wszystkim... skończę swoje "boje z mężczyznami". Zostanę z R. albo sama. Nie mogę na siłę znaleźć miłości. Ciężko jest być samemu, zwłaszcza, gdy brakuje czułości i ciepła, ale... Nie można nic otrzymać na siłę, a "towar zastępczy" zawsze ma cierpki smak...
Więc postanowiłam, że będę niegrzeczna, że będę asertywna, że zawsze powiem głośno swoje zdanie... także R. I zobaczę dokąd mnie zaprowadzi ta droga... Dziękuję Błękitny i R3.
A ten wiersz na wstępie... chciałabym by rzeczy i uczucia miały dla mnie przywrócone znaczenie... pogubiłam się i jestem wypalona emocjonalnie, chcę od nowa odkryć siebie, a to takie trudne...diora25 (08:49)
25 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
06 sierpnia 2004
Życie jest jak...
"ŻYCIE JEST JAK PUDEŁKO CZEKOLADEK. NIGDY NIE WIESZ, CO CI SIĘ TRAFI"
To cytat z jednego z moich ulubionych filmów - "Forrest Gump". Bardzo prawdziwy i trafny. Wychodząc za mąż wierzyłam, że moja miłość jest wieczna, a przysięga małżeńska wiąże mnie z J. na zawsze. A jednak los (czy też życie lub moje własne decyzje) spowodował, że stało się inaczej. Dziś jestem samotną matką...
Wchodząc na Czat, kiedyś w marcu, nie wiedziałam, że spotkam miłość. Miłość nieszczęśliwą. A dwa tygodnie temu (już prawie trzy) nie wiedziałam, że idąc na spacer do Łazienek spotkam Kogoś Bardzo Ważnego i Wyjątkowego...
I chciałabym głośno opowiedzieć o wyjątkowości R3. Dla mnie jest wspaniałym, wartościowym facetem, który nawet zakupy ze mną wytrzymuje :)), który zawsze ma dla mnie ciepłe słowo i bezinteresownie okazuje czułość, troskę i zrozumienie...
Byłam wczoraj w BC z kolegą, jako jego osoba towarzysząca (ależ to brzmi) na otwarciu powiedzmy centrum rozrywki. (Muszę tutaj o tym opowiedzieć, żeby wszystko było jasne - zachowajcie cierpliwość ;)) Nigdy nie "bawiłam się" w takie rzeczy jak automaty, gry fabularne, itp. Wczoraj testowaliśmy wszystko co się da: automaty, jakiś nowy rodzaj ping ponga (cholera nawet nie wiem jak to się nazywa), gry fabularne (ponoć świetnie strzelam do jakichś potworów), jakieś wyścigi na motorach, samochodach, skuterach wodnych... (Beznadziejny ze mnie kierowca) Był bilard, disco, drinki, no i... MAX FLAIGHT - coś w rodzaju żyroskopu??? kolejki z wesołego miasteczka??? - wrażenia niezapomniane, ale wsiadając do tej "kapsuły" minę miałam nietęgą ;) aaaaa i jeszcze moje ulubione samochodziki były... W każdym razie, by już nie przedłużać, R3 wiedział, gdzie i z kim poszłam... i martwił się o mnie, bo obiecałam, że jak wrócę do domu, to mu się "zamelduję" sms-em. A ja wróciłam w środku nocy... cóż jazda nocnymi autobusami zajęła mi prawie 2 godziny :(( Chciałam Wam pokazać, co mi R3 napisał, w czasie gdy ja się bawiłam... Mnie te słowa rozczuliły i wzruszyły... płakałam... sami oceńcie (R3 się zgodził na publikację fragmentów jego maila):
Cześć D.
Jak tam Twoje spotkanko?? Pewnie bardzo miło spędziłaś czas. (...) Wiesz... ja naprawdę za dużo myślę :):):) chcę Ci coś jeszcze powiedzieć, na co się nie odważyłem wcześniej. Wiesz napisać łatwiej. (...) Tyle, musiałem Ci to powiedzieć, bo chcę być z Tobą szczery i uczciwy.
Uważam, że rozmowa nasza dużo dała, mam nadzieje jednak, że nie odbije się niekorzystnie na naszych stosunkach i spotkaniach. Że dalej będziesz tak samo, szczerze, sama z siebie chciała się ze mną spotykać, i miło ze mną spędzać czas. Ale wiem, zobaczymy i 0 planów :):):). I jeszcze jedno, przy Tobie czułem się i nadal tak jest bardzo spokojny, jak w gniazdku ptaszek, dziękuję za wszystko, co mi ofiarowałaś, bardzo dziękuję Tobie, za wszystko.
Życzę Tobie kochanie miłej nocki, kolorowych snów i dobranoc.
R.
P.S. Całuję Cię czule i... tak jak byś sobie tego życzyła.
P.S. 2. bardzo tobie dziękuję za wszystko.
P.S. 3. Nie miej do mnie pretensji do tego, że wracam do naszej rozmowy i niedzieli, ale dużo myślę i jak coś wymyślę, dojdę do jakiegoś wniosku, to chcę abyś o tym wiedziała.
P.S. 4. Już tęskno mi do spotkania z Tobą.
P.S. 5. Martwię się o Ciebie, już późno...
"Oddam" wspaniałego mężczyznę w "dobre ręce"... Ja nie jestem gotowa na miłość, moje serce jest zamieszkane, choć nieszczęśliwie w nim i smutno... Zaprosiłam do tego mojego nieszczęśliwego serca R3 i ma on w nim swój pokoik, ale... nie mogę mu oddać we władanie całej "posiadłości"... mimo, że chciałabym, bo on na to zasługuje...
Smutno mi dziś znowu... Bo zamykam jakiś etap, szykuję się do ważnego i odważnego kroku... Powinnam zamówić pokój w górach... tylko tydzień i aż tydzień - do ostatecznego rozwiązania. Zobaczymy na jaką czekoladkę trafię... Boję się. I dziękuję wszystkim moim przyjaciołom za ciepłe słowa, czułe gesty, za zrozumienie i cierpliwość, za schronienie i ucieczkę... dziękuję Wam z całego serca...diora25 (11:46)
24 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
05 sierpnia 2004
Wybacz ...
Wybacz ------------------------------------------------------------------------------------
Wybacz mi dziś
Wybacz grzechy
Wybacz zwątpienie
bym serce znów miała
wybacz wszystko
co złe
wybacz urazy
wybacz – uspokój
sumienie me
(Anna Kamieńska)
Wiem, że mi wybaczono...
W końcu odzyskuję równowagę i spokój. Wiem, że nie zrobiłam nic bardzo złego, nie zrobiłam tego z premedytacją. Ta rozmowa, tak odwlekana, była bardzo potrzebna. W końcu łzy zaczęły oczyszczać, a deszcz obmywać...
Zaczynam się "zbierać" - odzyskuję siły i ponownie układam puzzle mojego życia. Wiem, że nadal Ktoś Bardzo Ważny będzie w nim. Może nie tak, jakby chciał, ale zawsze będę go nosić w sercu...
Ale to, co się wydarzyło, uświadomiło mi, że czas na podjęcie działań. Nie mogę chować głowy w piasek... Muszę zaryzykować i powiedzieć R., że go kocham... Jeśli to ma jakieś szanse - wygram. A jeśli moja miłość nie ma przyszłości... czas zabić to uczucie. Nie ma innej drogi! Inaczej wciąż będę ranić i wciąż będę nieszczęśliwa i samotna... w tłumie.
Chcę w końcu żyć naprawdę i być szczęśliwa... Każdy pragnie szczęścia... i ma go za mało... Ale jeśli nie zawalczymy o to szczęście, jeśli nie uwierzymy, że może się ono zdarzyć... zdarzyć właśnie nam - nie przyjdzie ono do nas, nie poczujemy radości. Więc szykuję się do walki... walki o siebie i swój lepszy świat. Mam nadzieję, że wkrótce zaświeci dla mnie słońce... Chciałabym...
Życzę sobie i Wam oślepiającego szczęścia i miłości :)))diora25 (14:07)
28 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
04 sierpnia 2004
Czas rozrachunku...
Nastał chyba czas na rozrachunek z samą sobą. Nie zawsze jestem dumna z tego, co robię. Nie zawsze umiem komuś, kogo odbicie widzę w lustrze, spojrzeć prosto w oczy. Czasami jest tak, że żałuję, że zdaję sobie sprawę, że się pomyliłam, że popełniłam błąd. Życie najeżone jest problemami i przeszkodami, niestety nie zawsze jesteśmy w stanie podjąć właściwą decyzję. Czasami uciekając przed problemami czy samotnością uciekamy tam, gdzie nie powinno nas nigdy być...
Ja doszłam w to miejsce w niedzielny wieczór... Nigdy nie powinnam dopuścić do tego, bym się tam znalazła... a jednak byłam tam i zrobiłam to, co zrobiłam... Dałam komuś nadzieję, której nie miałam prawa dawać. Bo od wczoraj wiem, że ta nadzieja była fałszywa... Nie mogę dać z siebie czegoś, czego w sobie nie mam.
Niedziela była dla mnie trudna. Rozstałam się na 2 tygodnie ze swoim dzieckiem, było mi smutno, pusto i źle. Czułam się samotna i ktoś się mną zaopiekował. Dał poczucie bezpieczeństwa, okazał zrozumienie i czułość. A ja dałam w zamian nadzieję, do czego nie miałam prawa. I potem zraniłam kogoś :(( Bo cofnęłam się w czasie... ale tylko ja... R3 się nie cofnął razem ze mną. Powiedział, że ja go nie zraniłam, tylko było mu przykro... dla mnie to oznacza to samo. Zranienie.
Więc zraniłam i zrobię to jeszcze nie raz, chociaż nie chcę! Nie chcę, ale wiem, że nie mam wyjścia. Jestem winna szczerość i prawdę. Inaczej nie mogłabym patrzeć sobie w oczy...
Dałam komuś nadzieję na bliską znajomość, chciałam takiej znajomości. Cieszyłam się na spotkania, na rozmowę telefoniczną, z każdego sms-a i zdania przeczytanego na gadu... Tylko, że w szybkim tempie ta znajomość zaczęła zmierzać w innym kierunku: nie przyjaźni lecz miłości. A ja... ja wciąż kocham kogoś innego... nie umiem o nim zapomnieć. Głupia nieszczęśliwa miłość, która pomału zaczyna niszczyć mnie od wewnątrz...
Dopóki nie zapomnę o tym, że kocham R. nic nie będzie miało sensu. Nie umiem z siebie dać ciepła i miłości komuś innemu... bo to wszystko jest już ofiarowane... ofiarowane R. i nie ważne, że on nawet nie wie o moim darze... Oddałam serce i duszę w jego władanie... nic innego się nie liczy... Nie panuję nad tymi uczuciami, targają mną różne myśli: także te złe, bardzo złe...
Nie umiem i nie mogę ofiarować nic innego - tylko przyjaźń. Ale czy taka przyjaźń damsko - męska w ogóle istnieje? Czy wcześniej czy później nie dzieje się tak, że przekracza się pewną granicę i potem nic już nie jest takie samo? A ja przekroczyłam tę cholerną granicę! I nie daje mi to spokoju, nie mogę spać, nie mogę się na niczym skupić, jest mi przykro i źle. Boli... i płaczę, a moje łzy... one nie oczyszczają... moknę w deszczu, ale także on nie obmył mojej winy, mojej słabości...
Jak zbudować przyjaźń, kiedy już poszło się za daleko? Czy to możliwe? Jak przestać ranić? Jak zapomnieć o miłości do kogoś... gdzieś w górach...
Jestem tak bardzo zagubiona. Najgorzej to zgubić się we własym sercu. Chciałabym się uwolnić od wszelkich uczuć i emocji. Zapomnieć... obudzić się i zacząć budować wszystko od nowa... stać się znów czystą niezapisaną kartką... i móc układać swój los od początku... I nie chcę już nikogo zranić ani skrzywdzić... I chcę być po prostu szczęśliwa... Myślałam dużo o tym, co się wydarzyło przez ostatnie dwa tygodnie, dużo się działo. Za dużo, to nie jest moje tempo, a ja nie jestem maratończykiem. Ja potrzebuję do pewnych rzeczy dojrzewać długo, pewne znowu wiem od razu... czasami się mylę.
Teraz wiem, jestem pewna... Tylko jak to zrobić? Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz R3 i wybaczysz...
"Wszystko przychodzi we właściwym czasie. Kiedy trzeba działać, to działaj odważnie, ale kiedy trzeba czekać, to cierpliwie czekaj. Cierpliwość jest gorzka jak piołun, ale jej owoce są słodkie jak miód."
Słowa te stały się dla mnie wskazówką. Doszłam do wniosku, że nic nie można zrobić na przekór sobie, że trzeba ufać także temu, co przyniesie los... bo także w czekaniu jest sens... A kiedy mija czas czekania, należy podjąć wyzwanie i... działać. Uznałam, że już wystarczająco długo czekałam na wiele rzeczy... Teraz czas na słodki smak owoców mojej cierpliwości :)) - do dzieła!!! - a więc:
SZUKAM MĘŻA !!! - KTOŚ JEST CHĘTNY???
PS. Jutro podam szczegółowe wymagania, jakie musi spełniać kandydat ;)))diora25 (16:04)
12 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
10 sierpnia 2004
Wracam...
Wczorajszy dzień stanowił punkt zwrotny. Było mi tak źle, że zastanawiałam się, co jest po tamtej stronie... Nie, nie chciałam tam iść - za bardzo kocham Małego, życie, ludzi... Ale blog stanowi dla mnie rodzaj oczyszczenia - gdy zobaczę swoje myśli na monitorze - wyciszam emocje i uspokajam się. Dlatego wczoraj napisałam taki smutny post - bo tak właśnie się czułam.
Rozmawiałam wczoraj z wieloma osobami i te rozmowy wiele mi uświadomiły. Podobnie jak Wasze komentarze, za które serdecznie dziękuję. Jeden z moich przyjaciół powiedział mi: "Dasz sobie radę, bo musisz dać! Wierzę w ciebie!" Usłyszałam od Was wiele podobnych ciepłych słów dodających otuchy - pozwoliły mi one podnieść się z wielkiego doła.
Nie, nie jest rewelacyjnie... ale będzie! Bo kiedyś w końcu musi być lepiej. Znowu przewartościowuję swoje życie. Znowu dokonuję postanowień... Oby tym razem były realizowane. Każdy potrzebuje ciepła i miłości - opoki, dokąd będzie mógł uciec, gdy jest mu źle. Ja uciekam tutaj, na blog... i na razie tak pozostanie... cała reszta...sama przyjdzie.
Dzisiaj umiem już się uśmiechać i czuję, że wracam...diora25 (15:11)
18 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
09 sierpnia 2004
Mam już dość tego ...
Mam już dość tego wszystkiego. Życia, problemów, przyjaźni i miłości... Jako całokształtu, który się składa na życie.Wszystko się komplikuje i na nic nie znajduję odpowiedzi. Mam 25 lat, jestem nieszczęśliwa i nie wierzę już, że kiedyś będzie lepiej. Chcę uciec, chcę odpocząć... Czy tylko śmierć kończy ból??? diora25 (15:46)
26 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
Niegrzeczna dziewczynka...
Prośba
Boże przywróć rzeczom blask utracony
oblecz morze w jego zwykłą wspaniałość
a lasy ubierz znowu w barwy rozmaite
zdejm z oczu popiół
oczyść język z piołunu
spuść czysty deszcz by zmieszał się ze łzami
nasi umarli niechaj śpią w zieleni
niech żal uparty nie wstrzymuje czasu
a żywym niechaj rosną serca od miłości
(Anna Kamieńska)
Znowu dopada mnie smutek i zwątpienie. Czy kiedyś się to w końcu zmieni?? Co poniedziałek ląduję z dołem. Ale tym razem to wszystko zaczęło się od soboty. Miałam ambitne plany. Ale na ambicji się skończyło. Po awanturze z bratem wybyłam z domu na... zakupy. Echhhhh w tym miesiącu rozpuściłam całą kasę, którą właśnie dostałam z Urzędu Skarbowego :(( No nic, przynajmniej humor sobie poprawiłam tym, co kupiłam :) - głównie książkami. Mój ulubiony ostatnio Coelho i "Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam gdzie chcą".
Więc ja chcę być ta niegrzeczna. I wczoraj znów byłam. R3 chciał mnie gdzieś zaprowadzić, a ja nie miałam ochoty tam iść. I okazałam to. Było mu przykro, nawet się nieco wściekł na mnie, ale... postawiłam na swoim. Bo w sumie... dlaczego mam się do czegokolwiek zmuszać. Każdy ma prawo żyć tak jak mu wygodniej, dopóki nie krzywdzi innego człowieka... A ja nie krzywdzę. Chcę mieć swobodę wyboru. Chcę się samodzielnie "poruszać" po świecie, sama decydować co jest dla mnie dobre, a co złe, sama decydować co i kiedy mam robić... Więc będę niegrzeczna...
Ale ogólnie coś jest nie tak. Ustaliłam z R3, że łączy nas przyjaźń, a czasami mam wątpliwości czy on to dobrze interpretuje. Jak na przyjaciela za bardzo okazuje mi swoje uczucia, ciepło, przywiązanie. Buziaki, uściski, przytulanie, chodzenie trzymając się za rękę... tak nie robią przyjaciele. Wczoraj to sobie uświadomiłam i... uciekłam. Nie wiem, co mam zrobić, bo nie chcę tracić przyjaciela. A jednak jeśli to wszystko nadal będzie tak wyglądało, to może się tak skończyć.
Brakuje mi R., bardzo. Coraz częściej uświadamiam sobie jak mi zależy by z nim być. Na każdym kroku widzę jego twarz. Zastanawiam się, co by zrobił w danej sytuacji, co powiedział, jak się zachował... Mała psychoza :((
Rozmawiałam o tym wczoraj z Kimś... Muszę coś zmienić! Już postanowiłam, że wyjaśnię sprawę z R. i zobaczymy jak to się dalej potoczy. Szczerze wątpię, żeby poszło w wymarzonym przeze mnie kierunku, ale... klamka zapadła - muszę powiedzieć. I kiedy już będzie po wszystkim... skończę swoje "boje z mężczyznami". Zostanę z R. albo sama. Nie mogę na siłę znaleźć miłości. Ciężko jest być samemu, zwłaszcza, gdy brakuje czułości i ciepła, ale... Nie można nic otrzymać na siłę, a "towar zastępczy" zawsze ma cierpki smak...
Więc postanowiłam, że będę niegrzeczna, że będę asertywna, że zawsze powiem głośno swoje zdanie... także R. I zobaczę dokąd mnie zaprowadzi ta droga... Dziękuję Błękitny i R3.
A ten wiersz na wstępie... chciałabym by rzeczy i uczucia miały dla mnie przywrócone znaczenie... pogubiłam się i jestem wypalona emocjonalnie, chcę od nowa odkryć siebie, a to takie trudne...diora25 (08:49)
25 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
06 sierpnia 2004
Życie jest jak...
"ŻYCIE JEST JAK PUDEŁKO CZEKOLADEK. NIGDY NIE WIESZ, CO CI SIĘ TRAFI"
To cytat z jednego z moich ulubionych filmów - "Forrest Gump". Bardzo prawdziwy i trafny. Wychodząc za mąż wierzyłam, że moja miłość jest wieczna, a przysięga małżeńska wiąże mnie z J. na zawsze. A jednak los (czy też życie lub moje własne decyzje) spowodował, że stało się inaczej. Dziś jestem samotną matką...
Wchodząc na Czat, kiedyś w marcu, nie wiedziałam, że spotkam miłość. Miłość nieszczęśliwą. A dwa tygodnie temu (już prawie trzy) nie wiedziałam, że idąc na spacer do Łazienek spotkam Kogoś Bardzo Ważnego i Wyjątkowego...
I chciałabym głośno opowiedzieć o wyjątkowości R3. Dla mnie jest wspaniałym, wartościowym facetem, który nawet zakupy ze mną wytrzymuje :)), który zawsze ma dla mnie ciepłe słowo i bezinteresownie okazuje czułość, troskę i zrozumienie...
Byłam wczoraj w BC z kolegą, jako jego osoba towarzysząca (ależ to brzmi) na otwarciu powiedzmy centrum rozrywki. (Muszę tutaj o tym opowiedzieć, żeby wszystko było jasne - zachowajcie cierpliwość ;)) Nigdy nie "bawiłam się" w takie rzeczy jak automaty, gry fabularne, itp. Wczoraj testowaliśmy wszystko co się da: automaty, jakiś nowy rodzaj ping ponga (cholera nawet nie wiem jak to się nazywa), gry fabularne (ponoć świetnie strzelam do jakichś potworów), jakieś wyścigi na motorach, samochodach, skuterach wodnych... (Beznadziejny ze mnie kierowca) Był bilard, disco, drinki, no i... MAX FLAIGHT - coś w rodzaju żyroskopu??? kolejki z wesołego miasteczka??? - wrażenia niezapomniane, ale wsiadając do tej "kapsuły" minę miałam nietęgą ;) aaaaa i jeszcze moje ulubione samochodziki były... W każdym razie, by już nie przedłużać, R3 wiedział, gdzie i z kim poszłam... i martwił się o mnie, bo obiecałam, że jak wrócę do domu, to mu się "zamelduję" sms-em. A ja wróciłam w środku nocy... cóż jazda nocnymi autobusami zajęła mi prawie 2 godziny :(( Chciałam Wam pokazać, co mi R3 napisał, w czasie gdy ja się bawiłam... Mnie te słowa rozczuliły i wzruszyły... płakałam... sami oceńcie (R3 się zgodził na publikację fragmentów jego maila):
Cześć D.
Jak tam Twoje spotkanko?? Pewnie bardzo miło spędziłaś czas. (...) Wiesz... ja naprawdę za dużo myślę :):):) chcę Ci coś jeszcze powiedzieć, na co się nie odważyłem wcześniej. Wiesz napisać łatwiej. (...) Tyle, musiałem Ci to powiedzieć, bo chcę być z Tobą szczery i uczciwy.
Uważam, że rozmowa nasza dużo dała, mam nadzieje jednak, że nie odbije się niekorzystnie na naszych stosunkach i spotkaniach. Że dalej będziesz tak samo, szczerze, sama z siebie chciała się ze mną spotykać, i miło ze mną spędzać czas. Ale wiem, zobaczymy i 0 planów :):):). I jeszcze jedno, przy Tobie czułem się i nadal tak jest bardzo spokojny, jak w gniazdku ptaszek, dziękuję za wszystko, co mi ofiarowałaś, bardzo dziękuję Tobie, za wszystko.
Życzę Tobie kochanie miłej nocki, kolorowych snów i dobranoc.
R.
P.S. Całuję Cię czule i... tak jak byś sobie tego życzyła.
P.S. 2. bardzo tobie dziękuję za wszystko.
P.S. 3. Nie miej do mnie pretensji do tego, że wracam do naszej rozmowy i niedzieli, ale dużo myślę i jak coś wymyślę, dojdę do jakiegoś wniosku, to chcę abyś o tym wiedziała.
P.S. 4. Już tęskno mi do spotkania z Tobą.
P.S. 5. Martwię się o Ciebie, już późno...
"Oddam" wspaniałego mężczyznę w "dobre ręce"... Ja nie jestem gotowa na miłość, moje serce jest zamieszkane, choć nieszczęśliwie w nim i smutno... Zaprosiłam do tego mojego nieszczęśliwego serca R3 i ma on w nim swój pokoik, ale... nie mogę mu oddać we władanie całej "posiadłości"... mimo, że chciałabym, bo on na to zasługuje...
Smutno mi dziś znowu... Bo zamykam jakiś etap, szykuję się do ważnego i odważnego kroku... Powinnam zamówić pokój w górach... tylko tydzień i aż tydzień - do ostatecznego rozwiązania. Zobaczymy na jaką czekoladkę trafię... Boję się. I dziękuję wszystkim moim przyjaciołom za ciepłe słowa, czułe gesty, za zrozumienie i cierpliwość, za schronienie i ucieczkę... dziękuję Wam z całego serca...diora25 (11:46)
24 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
05 sierpnia 2004
Wybacz ...
Wybacz ------------------------------------------------------------------------------------
Wybacz mi dziś
Wybacz grzechy
Wybacz zwątpienie
bym serce znów miała
wybacz wszystko
co złe
wybacz urazy
wybacz – uspokój
sumienie me
(Anna Kamieńska)
Wiem, że mi wybaczono...
W końcu odzyskuję równowagę i spokój. Wiem, że nie zrobiłam nic bardzo złego, nie zrobiłam tego z premedytacją. Ta rozmowa, tak odwlekana, była bardzo potrzebna. W końcu łzy zaczęły oczyszczać, a deszcz obmywać...
Zaczynam się "zbierać" - odzyskuję siły i ponownie układam puzzle mojego życia. Wiem, że nadal Ktoś Bardzo Ważny będzie w nim. Może nie tak, jakby chciał, ale zawsze będę go nosić w sercu...
Ale to, co się wydarzyło, uświadomiło mi, że czas na podjęcie działań. Nie mogę chować głowy w piasek... Muszę zaryzykować i powiedzieć R., że go kocham... Jeśli to ma jakieś szanse - wygram. A jeśli moja miłość nie ma przyszłości... czas zabić to uczucie. Nie ma innej drogi! Inaczej wciąż będę ranić i wciąż będę nieszczęśliwa i samotna... w tłumie.
Chcę w końcu żyć naprawdę i być szczęśliwa... Każdy pragnie szczęścia... i ma go za mało... Ale jeśli nie zawalczymy o to szczęście, jeśli nie uwierzymy, że może się ono zdarzyć... zdarzyć właśnie nam - nie przyjdzie ono do nas, nie poczujemy radości. Więc szykuję się do walki... walki o siebie i swój lepszy świat. Mam nadzieję, że wkrótce zaświeci dla mnie słońce... Chciałabym...
Życzę sobie i Wam oślepiającego szczęścia i miłości :)))diora25 (14:07)
28 Cieszę się, że jest Was tak dużo :))
04 sierpnia 2004
Czas rozrachunku...
Nastał chyba czas na rozrachunek z samą sobą. Nie zawsze jestem dumna z tego, co robię. Nie zawsze umiem komuś, kogo odbicie widzę w lustrze, spojrzeć prosto w oczy. Czasami jest tak, że żałuję, że zdaję sobie sprawę, że się pomyliłam, że popełniłam błąd. Życie najeżone jest problemami i przeszkodami, niestety nie zawsze jesteśmy w stanie podjąć właściwą decyzję. Czasami uciekając przed problemami czy samotnością uciekamy tam, gdzie nie powinno nas nigdy być...
Ja doszłam w to miejsce w niedzielny wieczór... Nigdy nie powinnam dopuścić do tego, bym się tam znalazła... a jednak byłam tam i zrobiłam to, co zrobiłam... Dałam komuś nadzieję, której nie miałam prawa dawać. Bo od wczoraj wiem, że ta nadzieja była fałszywa... Nie mogę dać z siebie czegoś, czego w sobie nie mam.
Niedziela była dla mnie trudna. Rozstałam się na 2 tygodnie ze swoim dzieckiem, było mi smutno, pusto i źle. Czułam się samotna i ktoś się mną zaopiekował. Dał poczucie bezpieczeństwa, okazał zrozumienie i czułość. A ja dałam w zamian nadzieję, do czego nie miałam prawa. I potem zraniłam kogoś :(( Bo cofnęłam się w czasie... ale tylko ja... R3 się nie cofnął razem ze mną. Powiedział, że ja go nie zraniłam, tylko było mu przykro... dla mnie to oznacza to samo. Zranienie.
Więc zraniłam i zrobię to jeszcze nie raz, chociaż nie chcę! Nie chcę, ale wiem, że nie mam wyjścia. Jestem winna szczerość i prawdę. Inaczej nie mogłabym patrzeć sobie w oczy...
Dałam komuś nadzieję na bliską znajomość, chciałam takiej znajomości. Cieszyłam się na spotkania, na rozmowę telefoniczną, z każdego sms-a i zdania przeczytanego na gadu... Tylko, że w szybkim tempie ta znajomość zaczęła zmierzać w innym kierunku: nie przyjaźni lecz miłości. A ja... ja wciąż kocham kogoś innego... nie umiem o nim zapomnieć. Głupia nieszczęśliwa miłość, która pomału zaczyna niszczyć mnie od wewnątrz...
Dopóki nie zapomnę o tym, że kocham R. nic nie będzie miało sensu. Nie umiem z siebie dać ciepła i miłości komuś innemu... bo to wszystko jest już ofiarowane... ofiarowane R. i nie ważne, że on nawet nie wie o moim darze... Oddałam serce i duszę w jego władanie... nic innego się nie liczy... Nie panuję nad tymi uczuciami, targają mną różne myśli: także te złe, bardzo złe...
Nie umiem i nie mogę ofiarować nic innego - tylko przyjaźń. Ale czy taka przyjaźń damsko - męska w ogóle istnieje? Czy wcześniej czy później nie dzieje się tak, że przekracza się pewną granicę i potem nic już nie jest takie samo? A ja przekroczyłam tę cholerną granicę! I nie daje mi to spokoju, nie mogę spać, nie mogę się na niczym skupić, jest mi przykro i źle. Boli... i płaczę, a moje łzy... one nie oczyszczają... moknę w deszczu, ale także on nie obmył mojej winy, mojej słabości...
Jak zbudować przyjaźń, kiedy już poszło się za daleko? Czy to możliwe? Jak przestać ranić? Jak zapomnieć o miłości do kogoś... gdzieś w górach...
Jestem tak bardzo zagubiona. Najgorzej to zgubić się we własym sercu. Chciałabym się uwolnić od wszelkich uczuć i emocji. Zapomnieć... obudzić się i zacząć budować wszystko od nowa... stać się znów czystą niezapisaną kartką... i móc układać swój los od początku... I nie chcę już nikogo zranić ani skrzywdzić... I chcę być po prostu szczęśliwa... Myślałam dużo o tym, co się wydarzyło przez ostatnie dwa tygodnie, dużo się działo. Za dużo, to nie jest moje tempo, a ja nie jestem maratończykiem. Ja potrzebuję do pewnych rzeczy dojrzewać długo, pewne znowu wiem od razu... czasami się mylę.
Teraz wiem, jestem pewna... Tylko jak to zrobić? Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz R3 i wybaczysz...
